przez Namizawa » 18 wrz 2011, o 10:05
haha racja źle spojrzałam ;p
Ten włoski dyrygent początek kariery miał niesamowity.Przede wszystkim był wiolonczelistą,a o dyrygowaniu nawet nie myślał.
Pewnego razu razem z orkiestrą trafił do Rio de Janeiro.W spektaklu, który miał się odbyć 26 czerwca 1886 r., w programie była „Aida”. Niestety spektakl stanął pod znakiem zapytania.Kilka godzin wcześniej dyrygent pokłócił się z orkiestrą i został wyrzucony.
Tymczasem sala operowa zaczęła zapełniać się Brazylijczykami.Dyrygenta zaś jak nie było, tak nie było. W powietrzu wisiała awantura i potężny skandal.
Grożący im skandal zmusił dyrekcję zespołu do nietypowego rozwiązania.O dyrygowanie poproszono młodego wiolonczelistę o którym mówiono,że jest geniuszem,który może podjąć się każdego muzycznego zadania.Wiolonczelista zgodził się i poprowadził spektakl–przy czym zrobił to… z pamięci, mimo że nie było czasu na jedną choćby próbę.
Sukces poprowadzonej przez niego „Aidy” był tak wielki, że on sam nigdy już nie wrócił do grania (przynajmniej zawodowo) na wiolonczeli.
Był on również człowiekiem upartym.Przejawiło się to podczas prowadzonej przez niego prapremiery opery „Cyganeria” Giacomo Pucciniego. Spektakl ten, który odbył się w 1896 r. w Turynie, omal nie zakończył się gwizdami – poszło po prostu o to, że publiczność domagała się powtórzenia końcowego fragmentu opery – sceny śmierci chorej na suchoty Mimi. Jednak dyrygent kategorycznie stwierdził, że do takiego błazeństwa w sensie dramaturgicznym nie dopuści. W rezultacie publiczność opuściła salę wściekła.
Dyrygent ten był w ogóle człowiekiem o nadzwyczaj silnej osobowości – także w sensie moralnym, czemu w dobitny sposób dał temu wyraz odmawiając w 1928 r. zadyrygowania faszystowskim hymnem „Giovinezza”, za co został spoliczkowany i pobity przez bojówkę „czarnych koszul”. Po incydencie tym opuścił Włochy, by powrócić tam dopiero po II wojnie światowej.
Kto to jest?
Every time you write parallel fifths, Bach kills a kitten.
Skrzypce są nagie. Mają chude ramionka. Niezdarnie chcą się nimi
zasłonić. Płaczą ze wstydu i zimna. Dlatego. A nie, jak twierdzą recenzenci
muzyczni, żeby było piękniej. To nieprawda. Z.Herbert